środa, 13 grudnia 2017

Jazda konna...

          to atrybut Cali Girl Horseback Lei. Uwielbia to zajęcie a tak rzadko jej na to pozwalam...
Postanowiłam to naprawić, co bardzo spodobało się dziewczynie :-)
Bez długiego namysłu, sprawnym ruchem, zarzuciła na grzbiet konia czarne, skórzane siodło...      


 




Cali Girl Horseback Lea opanowała sztukę jazdy konnej do perfekcji.
W siodle czuje się doskonale!

Niedawno obiecała dać kilka lekcji swojej przyjaciółce, delikatnej Mariposie :-)








 Blondyneczka, z klaczą Dafne, już czekała w umówionym miejscu.


 


Mariposa to prześliczne dziewczę o cudownych, sarnich oczach! Rzadko jest bohaterką postów a to błąd z mojej strony, bo ją przecież bardzo lubię! 

Kruchość jej postury (ciałko Liv), subtelne rysy twarzy, jasnoblond włoski i ogromna fotogeniczność 
czynią z niej naprawdę słodką i fajną modelkę! 




 Na początku Lea dała Mariposie kilka wskazówek...


...ale okazało się, że Mari radzi sobie nadzwyczaj dobrze!


Mało uczęszczana dróżka była idealna do nauki konnej jazdy.



Po godzinie obie panny postanowiły chwilę odpocząć. 
Znalazły przyjemne miejsce nad rzeką...




Lea to śliczna dziewczyna, która wspaniale wychodzi na zdjęciach! Dawno temu podarowałam jej ciałko ciemnoskórej Livki, które przed MTM uważałam za jedno z fajniejszych!

 


 Po chwili odpoczynku obie panny ruszyły w dalszą drogę, ku rzece Olzie.






Wkrótce stanęły nad brzegiem zauroczone widokiem :-)





Ani resztki śniegu, ani chłodny wiatr nie mógł zepsuć fantastycznej konnej eskapady.
Lea i Mari spędziły czas znakomicie! Do tej pory wspominają ten dzień, chwaląc się innym koleżankom :-)

To wszystko na dziś.
Pozdrawiam Was serdecznie,


sobota, 9 grudnia 2017

Trochę nie na temat :)

          Dzisiejszy post odbiega zupełnie od zimowej scenerii, Mikołajek i zbliżających się Świąt.
Na komplet tych zdjęć trafiłam przypadkiem, szukając czegoś w folderze zdjęciowym.
Uznałam, że czerwcowe fotografie pełne soczystej zieleni, barwnych kwiatów, czerwonych poziomek i błękitnego nieba nie mogą być dla Was niemiłym zaskoczeniem :)))



























czwartek, 7 grudnia 2017

List do Mikołaja...

          od moich Barbioszek był ogromnie długi. Oczywiście przejęłam ten list, aby dowiedzieć się o czym marzą moje dziewczyny...i zdębiałam! Zawierał bardzo długą listę ubrań, butów, zabawek, biżuterii a nawet prośbę o bilet w podróż marzeń i samochód! Wyobrażacie sobie?!

Głowa mnie od tego wszystkiego rozbolała i nie namyślając się długo wybrałam się do "Dracika".
Liczyłam, że los podpowie mi jakieś rozsądne rozwiązanie.
Wejście do tak dużego sklepu z zabawkami zawsze podnosi mi ciśnienie, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To jest wymieszane uczucie ciekawości, chęci napawania oczu kolorowymi pudełkami no i iskierka nadziei na zdobycie czegoś wyjątkowego. Budżet, jak to przed Świętami, musiałam trzymać w ryzach.
Kilka chwil później trzymałam w dłoniach wybrany dla moich panien prezent.
Poprosiłam "Herbatkową", aby przebrała się za Śnieżynkę Mikołaja i wręczyła podarek. 
Chętnie wskoczyła w kolorowe ciuszki i wzięła udział w zabawie. 


sobota, 2 grudnia 2017

Z miłości do książek...

          Nie mogłam się oprzeć pokusie wykonania kilku fotek, wspomaganej niekoniecznie dobrym, sztucznym światłem.
Efekt taki sobie, ale i tak najważniejsze są modelki :)))


Moje lalki od niedawna stały się posiadaczkami kompletu ubranek wraz z książkami i okularami.
Nawet nie podejrzewałam, że ich jedyną właścicielką, z racji rozmiaru, zostanie moja artykułowana Barbie Curvy!

Tylko na nią idealnie pasowała jeansowa spódnica do kolan ze zgrabną imitacją kieszonek i suwaka.
Bez trudu założyła też kolorowy sweterek z białym kołnierzykiem oraz okularki :-)
Z książkami pod pachą wygląda fajnie i chciała się Wam pokazać!





sobota, 25 listopada 2017

Trzeba było kilku lat...

          abym doszła do wniosku, że lalki są naprawdę różne. Zabrzmiało śmiesznie, ale przekonałam się, że każda lalka ma własną osobowość, własny styl, sposób pozowania a nawet "sposób bycia" :-)
Dotarło do mnie, że nie trzeba zmieniać jej na siłę. Warto w każdej dostrzec to, co jest w niej najciekawsze i najpiękniejsze.

Dzisiejszy post jest właśnie tego przykładem. Sprawił to przypadek, dzięki któremu weszłam w posiadanie czterech Superstarek w stanie "piwniczno-strychowym".
Dawno nie miałam takiej frajdy w restaurowaniu wyrzutków.
Kiedy wyszorowane, doczyszczone
i wypielęgnowane stanęły przed obiektywem nie mogłam się powstrzymać przed wykonaniem jeszcze jednego, i jeszcze jednego, zdjęcia! Stąd taka ich ilość!

Może uda Wam się dotrwać do końca pokazu ;-)